HOLLYWOOD i inne miasta

Dekoracyjne, wolnostojące litery z nazwami miast w których się znajdują stały się niezwykle popularne w ostatnich kilku, kilkunastu latach. Powstają w największych metropoliach jak również w średniej wielkości miastach stając się dodatkową atrakcją turystyczną z którą niemalże każdy odwiedzający je turysta chętniej się fotografuje niż z klasycznymi zabytkami.

Wszystko zaczęło się w 1923 roku kiedy to na wzgórzach ponad Hollywood postawiono ogromny napis. Początkowo brzmiał on „Hollywoodland” i był reklamą deweloperskiego projektu budowy osiedli na wzgórzach wokół Los Angeles. Z czasem nazwa została skrócona do samego HOLLYWOOD. Jest to z pewnością najbardziej rozpoznawalny napis na świecie, nie może go zabraknąć w żadnym filmie, którego akcja dzieje się w Mieście Aniołów. Poza tym poddawany był kilkukrotnie modyfikacjom – oczywiście nielegalnym i nieoficjalnym, mającym związek z polityką Kalifornii. Dwukrotnie w latach 1976 i 1987 przez performera Dannego Finegooda – ta druga w związku z aferą Iran-Contras. Ostatnia taka zmiana miała miejsce w 2018 roku gdy grupa zamaskowanych performerów w nocy zmieniła napis na HOLLYWEED w związku z legalizacją marihuany przez stan Kalifornia.

W Europie takim wyjątkowym napisem był holenderski I amsterdam vis a vis Rijksmuseum – holenderskiego muzeum narodowego w Amsterdamie. Instalacja z 2004 roku autorstwa Fritsa Huffnagela stała się wizytówką miasta i znacznie zwiększyła liczbę turystów odwiedzających stolice Holandii – dosłownie każdy chciał sobie zrobić zdjęcie na tle napisu. Jak podają dane statystyczne przez 14 lat istnienia napisu liczba turystów wzrosła z 4.2 mln w 2004 r. do ponad 9 mln w 2018 i wygenerowała 1.350.156 postów na Instagramie z biało-czerwonymi literami I amsterdam w tle. Napis został zdemontowany pod koniec ubiegłego roku decyzją radnych miasta, którzy twierdzili, że podważa on „ducha wspólnoty” rodzimych mieszkańców miasta, jest zbyt indywidualistyczny i zaprzecza wartościom postępowym (sic!) – kiedy propagowane są: różnorodność, tolerancja, solidarność – mimo, że większość (69%) Holendrów było za jego pozostawieniem. W pustym miejscu wcześniej zajmowanym przez napis protestujący umieścili swój własny, wyrażając zawstydzone, pomarańczowe „HUH” (HĘ?)

Zgodnie z tą tendencją podobne napisy powstawały w innych europejskich miastach jak Belgrad, Budapeszt, Nicea, a ostatnio także w Polsce w Gdańsku, Krakowie, Słupsku, Katowicach, Tychach. Wykonane z najprzeróżniejszych materiałów, czasami również podświetlane lub wręcz świecące, jednak już nie tak oryginalne jak pierwowzór często dość banalne, źle usytuowane, ocierające o cienką granicę kiczu i pospolitości. Mimo to wciąż są jednak magnesem przyciągającym turystów, a zdjęcia z nimi zalewają media społecznościowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *